Polecamy dewelopera TOTUS, który oferuje tanie mieszkania w Szczecinie oraz sprzedaż działek pod budowę systemów mieszkaniowych. Solidnym partnerem jest firma IsoBud Primo ze Świnoujścia, która oferuje mieszkania, nieruchomości oraz apartamenty Świnoujście nad morzem bałtyckim. Zapraszamy do biura nieruchomości gdzie przy dobrej kawie pogadamy o zakupie mieszkania dla ciebie. Nieruchomości oferuje nieruchomości oraz mieszkania Szczecin. Trust to deweloper w Poznaniu, który ma w ofercie mieszkania Poznań. Faktoria to biuro nieruchomości w Szczecinie, która oferuje domy oraz mieszkania Szczecin. To biuro obrotu nieruchomości w Szczecinie. Oferujące nieruchomości Szczecin ciekawa oferta nieruchomości ze Szczecina. Dobre i tanie mieszkania Szczecin oferuje biuro nirruchomoœci Atalanta. Dobrze jest się rojerzeć za tanim mieszkaniem, gdyż wtedy mamy więcej na remont mieszkania.

Mieszkania Szczecin

Ceny mieszkań w szczecinie znowu wystrzeliły w górę.

W marcu wtórny rynek nieruchomości obudził się z zimowego letargu. W efekcie zaczęły rosnąć ceny mieszkań. W Poznaniu, Łodzi i Szczecinie podrożały one w tym roku już o ponad 20 proc.!

Tego można się było jednak spodziewać, bo są to aglomeracje, w których mieszkania są jeszcze stosunkowo tanie. Wkrótce to się jednak może zmienić.

- Poznań będzie w tym roku liderem wzrostów cen nieruchomości - ocenia Marta Kosińska z serwisu z ogłoszeniami o nieruchomościach www.szybko.pl. - Jest tu duże pole do podwyżek, bo siła nabywcza poznaniaków należy do najwyższych w kraju

.

Według danych CEE Property Group za średnią miesięczną pensję mogą oni kupić 0,66 m kw. mieszkania. Dla porównania mieszkańcy Warszawy - 0,48, Krakowa - 0,36, a Wrocławia - 0,39 m kw.

Mieszkania drożeją, bo chętnych na nie jest więcej niż sprzedających. Gospodarka rozwija się szybko, więc poprawia się sytuacja materialna Polaków, a popyt dodatkowo napędzają tanie kredyty. Firmy deweloperskie i spółdzielnie budują za mało nowych lokali, bo skrzydła podcina im brak planów zagospodarowania przestrzennego, które mówią, co i gdzie można budować. W efekcie o wiele dłużej trwa załatwienie procedur związanych z przygotowaniem inwestycji.

Po ubiegłorocznym szaleństwie cenowym w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu (np. w stolicy mieszkania podrożały o ponad 50 proc.) większość analityków prognozowała wyhamowanie podwyżek. Byli też i tacy, którzy wieszczyli korektę cen. - Przy obecnych zarobkach nie będzie komu kupować tak drogich mieszkań - mówili. I rzeczywiście, styczeń i luty dawał taką nadzieję. Jak podaje serwis Szybko.pl, zmiany cen były niewielkie. Co prawda w Krakowie mieszkania na rynku wtórnym podrożały w styczniu średnio o 7 proc., ale już w następnym miesiącu minimalnie potaniały. Z kolei w stolicy ceny używanych lokali rosły w "ślimaczym" tempie - ok. 1 proc. na miesiąc.

Ale zimą handel nieruchomościami zawsze siadał, więc analitycy nie wykluczali, że zahamowanie cen jest chwilowe. Marzec potwierdził takie przypuszczenie. W efekcie w Krakowie pierwszy kwartał zakończył się blisko 10-proc. skokiem cen, a w Warszawie - ponad 7-proc.

Trzeba jednak pamiętać o tym, że mowa jest o średnich cenach. - Do ich wzrostu przyczyniają się głównie dzielnice do tej pory najtańsze, gdzie ceny są zdecydowanie niższe od średniej - przyznaje Kosińska. - W Warszawie do wzrostu średniej ceny najbardziej przyczyniły się Tarchomin, Bielany, Praga-Północ, zaś w Krakowie - Bieńczyce, Nowa Huta, Dębniki.

A jak było w innych aglomeracjach? - W ośmiu z 11 analizowanych miast odnotowaliśmy zmiany dwucyfrowe - mówi Kosińska. W Poznaniu i Łodzi ceny mieszkań poszybowały w górę o blisko 23 proc., zaś w Szczecinie - o 22 proc.

Gdzie jest granica wzrostu? Analitycy z CEE Property Group odpowiedzi na to pytanie postanowili poszukać w... Londynie. Co prawda tam za 1 m kw. mieszkania trzeba zapłacić średnio ok. 10 tys. funtów (oczywiście w takich dzielnicach takich jak Kensington i Chelsea czy City of Westminster ceny są dużo wyższe). Nie oznacza to, że w Warszawie ceny mają być takie same. Istotne jest to, że w stolicy Wielkiej Brytanii ustabilizowała się relacja średnich zarobków do ceny m kw. Ten tzw. wskaźnik siły nabywczej wynosi od trzech lat ok. 0,33-0,35.

Według CEE Property Group podobnie miałoby być w Warszawie i pozostałych polskich aglomeracjach. Czyli, że ceny mieszkań będą tam rosły do momentu osiągnięcia pułapu 0,33-0,35 m kw. za przeciętną pensję. Wynika z tego, że mieszkania w Warszawie mogą jeszcze podrożeć o 40 proc. A gdyby przyjąć, że przeciętne zarobki będą tu rosły co roku o 6 proc., a dojście do wskaźnika 0,35 zajmie trzy lata, to w tym czasie ceny mieszkań podskoczyłyby aż o 60 proc. Średnia na koniec 2010 r. sięgałaby zatem ok. 12 tys. zł za m kw.!

- Osiągnięcie w Warszawie cen na tym poziomie wydaje się tym bardziej prawdopodobne, że już pod koniec 2006 r. w niektórych dzielnicach miasta ceny przekraczały 15 tys. zł za m kw. - napisali w opublikowanym niedawno raporcie analitycy CEE Property Group.

Tymczasem wraz ze spadkiem siły nabywczej Polaków maleją także ich wymagania. Coraz częściej decydują się na mieszkania i domy na obrzeżach lub w gorszych dzielnicach. Albo rezygnują z iluś tam metrów kwadratowych. - Choć nadal przeważają chętni na mieszkania dwupokojowe, to daje się zauważyć wzrost zainteresowania kawalerkami - przyznaje Marta Kosińska.

http://gospodarka.gazeta.pl
powrót